|
Wpisany przez Pasieczkin
|
|
Piątek, 14 Sierpień 2009 21:11 |
|
 Jak zwykle bezkresne rumuńskie otchłanie nie zawiodły nas podczas trzeciego już wypadu w krainę gór zapierających dech w piersiach, o których powinny powstawać serenady śpiewane przez nadwornych grajków .
Tego roku był to największy spontan jaki sobie można wyobrazić. Urlop wisiał na włosku, w robocie sajgon, rower w rozsypce. W dzień wyjazdu nawet nie miałem czasu wymienić opon na coś nadającego się do wyjazdu. Żarcie kupiłem w ciągu 10 minut przelatując jak meteor przez kilka półek sklepowych. A ciuchy rowerowe po prostu zgarnąłem z półki i wrzuciłem na auto licząc na to że nic niezbędnego nie zapomniałem.
Ech …. nigdy więcej takich przygotowań. Dobrze że chociaż wujek Cichy wyglądał na jako tako przygotowanego logistycznie i nawigacyjnie. Dzień 1 - rozruch Całonocna podróż minęła bez przygód. Wymieniając się za kierownicą dotarliśmy do miejsca naszego desantu. Po drodze korzystając z okazji zwiedziliśmy ogromniasty zamek w Hunedoara. Rewelacyjna twierdza. I co ciekawe położona prawie wewnątrz ogromniastej i wyglądającej gorzej niż niejedne średniowieczne ruiny hucie. Robi wrażenie. Kolejne dni wyprawy na Bikeholicy.pl |